czwartek, 17 sierpnia 2023
Jak w niebie (gdzie są niegdysiejsze śniegi)
czwartek, 10 sierpnia 2023
Langsam aber sicher (oddychaj)
Langsam aber sicher to nie jest dokładnie to samo, co spiesz się powoli, ale sens niesie ten sam. Rób powoli, jeśli chcesz, żeby wyszło. Jeszcze inaczej wyrażał to mój profesor od fletu: jak zagrasz powoli, to zagrasz też szybko. Często zabraniał mi grać szybko, nawet jeśli to „szybko” oznaczało „w prawidłowym tempie”. Chodziło o to, by dany fragment (albo nawet cały utwór lub jego część) wyćwiczyć do tego stopnia powoli, by potem nie zauważyć zmiany tempa na szybsze.
Chyba znajomość języków i polskich powiedzeń kuleje, bo mało kto dzisiaj się spieszy powoli, by wykonać coś porządnie.
Przeciwnie, na każdym kroku widzę, jak wszystko ma być szybko, natychmiast, na przedwczoraj... Nie ma czasu na zastanowienie, przemyślenie podejścia, nie ma czasu na oddech – tak ważny także dla mojego profesora od fletu.
Zanim zaczniesz utwór, zanim ten pierwszy dźwięk zabrzmi, weź oddech – tak też mówił. Nie wiedziałam, o co mu chodzi, bo przecież na flecie, żeby wydobyć dźwięk, trzeba nabrać oddech. Naaaaabrać oddech. Dosłownie, wcisnąć tyle powietrza, ile tylko się da, w płuca, maksymalnie rozszerzyć żebra, oprzeć na przeponie, przygotować słup powietrza tak, by dać instrumentowi dokładnie tyle, ile trzeba, żeby ten dźwięk zabrzmiał, żeby zabrzmiał tak, jak ma brzmieć. Dopiero teraz, po latach, rozumiem, co miał na myśli – i wcale nie w odniesieniu do gry.
![]() |
| Image by fanjianhua on Freepik |
Zanim zaczniesz coś robić – weź oddech. Powoli, powoli, lecz z pewnością. Nawet jeśli powoli, to z gwarancją powodzenia, bo zastanawiasz się nad tym, co robisz. Spiesz się powoli.
Jeżdżę szybko, lecz ostrożnie kłóci się z langsam aber sicher. Wolę jednak powoli.
czwartek, 3 sierpnia 2023
Ślimaki i życie
Można się ślizgać po wspomnieniach, można się ślizgać po ulicy Floriańskiej. Można się też ślizgać po ślimakach, których mnóstwo wypełzło na chodniki.
Te gołe, bezskorupkowe ślimaki, mają dwie komórki nerwowe mózgu. Człowiek, dla porównania, ma jakieś sto miliardów takich komórek. W gąszczu naszych neuronów giną czasem informacje, które są istotą pracy mózgu ślimaka. Pierwsza z jego komórek daje znać, że jest głodny; druga zawiadamia, że pożywienie jest dostępne lub nie. Jeśli nie jest dostępne, pierwsza się wyłącza, żeby oszczędzać energię.
Gdybyśmy tylko mogli skupiać się na tak ważnym zagadnieniu, zamiast popełniać różne życiowe głupoty! Gdybyśmy tylko mogli oszczędzać energię i przeć uporczywie do przodu, wyłączywszy ileś neuronów... Gdybyśmy tak umieli, moglibyśmy prześlizgiwać się przez życie jak ślimaki. „Jesteś głodna!” – krzyczy jedna z moich komórek nerwowych. „If no food, turn off system” – reaguje druga. I ślizgamy się dalej, do przodu, do przodu, na chodniku pozbawionym trawy, nie marnujemy czasu na żadne dystrakcje, robimy swoje. Tu odrobina śluzu, tam przejście przez dżdżownicę, jeszcze gdzie indziej, oj, nieszczęście, ktoś wdepnął w ślimaka. System down.
Badania nad tymi dwiema komórkami wspierają rozwój robotyki: jak zoptymalizować działanie, by przy najmniejszej liczbie elementów nadal funkcjonować. Mimo naszych stu miliardów neuronów odnoszę wrażenie, że większość ludzi używa nie więcej niż dwóch, ale nikt nie zoptymalizował ich działania, niestety.
Żaden ślimak nie ucierpiał przy powstawaniu tego tekstu. Wszystkie ślimaki albo spokojnie przeszły na drugą stronę chodnika, albo zostały rozjechane/rozdeptane wcześniej. Dżdżownica jest cichą bohaterką drugiego planu, tekstu – nie zdjęcia.
czwartek, 27 lipca 2023
Wybiórcza pamięć (ślizgawka)
czwartek, 20 lipca 2023
Marzenie o piasku
czwartek, 13 lipca 2023
Dominanta septymowa
Pamiętajcie, byście po skończeniu tej szkoły potrafili wytłumaczyć zapijaczonemu żulowi na przystanku tramwajowym o piątej rano, czym jest dominanta septymowa –
Macie mydliny w żyłach zamiast krwi, śpiewacie bez życia!
Składa się z interwałów (od najniższego dźwięku): tercji wielkiej (3w), tercji małej (3m) i tercji małej (3m), czyli jest to trójdźwięk durowy z dodaną do niego kolejną tercją małą (lub septymą małą, licząc od podstawy akordu).
Dominanta septymowa powstaje wtedy, gdy do współbrzmienia trzech dobrze zgranych, o wesołym przekazie dźwięków, nieco zwyczajnych i ogranych, dodamy czwarty, pochodzący jakby z innego świata, lekko psujący radość, wprowadzający niepewność, zachęcający do przeżycia czegoś więcej, odkrycia czegoś nowego, pójścia tam, gdzie jeszcze nas nie było.
Dominanta septymowa poszukuje rozwiązania – jeśli go nie zapewnimy, pozostaniemy w zawieszeniu, gdzieś pomiędzy pierwszym dźwiękiem a tym, co jeszcze nie nadeszło. Być może to właśnie jest ten moment, którego tak wielu z nas szuka, ta chwila, gdy już widzimy tego króliczka, którego gonimy, ale jeszcze go nie złowiliśmy. Przecież nie o to chodzi, by złowić zajączka, ale by gonić go, gonić go, gonić...
Można inaczej? Można. Choć moje koleżanki i koledzy z chóru, którzy wybrali karierę związaną z muzyką, mimo traumy zapewnionej przez naszego chórmistrza, wzruszą ramionami i powiedzą: to nie jest opis dominanty septymowej, to jest... To jest doświadczenie, które daje dominanta septymowa, którego nie trzeba przeżywać, wystarczy je opisać.
To samo przeżywam czasem w mojej codziennej pracy. Rozmaite tematy IT są niekiedy trudne do przekazania laikowi, czyli mnie – humanistce. W drugą stronę – gdy już w końcu zrozumiem, o co chodzi w trudnych konfiguracjach systemowych, muszę to przetłumaczyć biznesowi. Innymi słowy wyrazić te konfiguracje w konkretnych wartościach – 5000 euro, 10 000 dolarów, 500 000 złotych...
Takie to nasze życie: zaczynamy się ścigać z AI, kto szybciej i lepiej odpowie na pytania, ale tłumaczenie między językami różnych branż ciągle jeszcze jest domeną człowieka. Podobnie jak zachowania przemocowe, niestety.




