Pokazywanie postów oznaczonych etykietą przyszłość. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą przyszłość. Pokaż wszystkie posty

piątek, 22 maja 2015

...i nie wiem czego jeszcze...

How To Find Success Late In Life
Za kilka dni kończę czterdzieści lat i jeszcze nie zdecydowałam, kim zostanę w przyszłości. I jeszcze nie wiem, co będę robić w życiu. I nie postanowiłam, czego jeszcze się nauczę.

Ale zawsze wiedziałam, że muszę pisać, tylko ciągle mi coś w tym przeszkadzało. Bardzo uprzejmie proszę o te życzenia: „By już nic ci nie przeszkadzało w pisaniu”. I nie wiem, czego jeszcze można mi życzyć. Dziękuję. 

środa, 28 stycznia 2015

I don't like...

Jesteśmy w podobnym wieku, rozmawiamy po angielsku. Niedawno skończyłam pogawędkę z jego dziadkiem. Po polsku. Dziadek, choć nie pochodzi z samego Krakowa, ma silny krakowski akcent, z przeciąganymi samogłoskami w ostatnich sylabach. Zupełnie taki, jaki miała moja babcia.

– I don't like Poles. Nie lubię Polaków – nalewa mi rubinowe wino z karafki, już niemal pustej. Półlitrowa, druga, zastanawiam się, czy mam gotówkę na trzecią – bar nie przyjmuje płatności kartą, a mój towarzysz nie ma złotówek. Gdy mi to wyznał, zaśmiałam się i po europejsku zapytałam, czy ma euro, a on na to, że tylko szekle i drobne dolary.
– If you don't like Poles, you don't like me. Jeśli nie lubisz Polaków, to mnie nie lubisz.
– I like you. Lubię cię. You are just like one of us. Jesteś jak jedna z nas. – wino czerwone jak morze nas łączy. I ironia, która – jak mi wyznaje – pozwoliła Żydom przetrwać zburzenie świątyni, średniowieczne getta, pozwoliła im przeżyć holokaust. Z ironią komentuję w myślach, że nie mogę powiedzieć „I don't like Jews.”.

fot. N. Bryl
Dlaczego wcześniej nie przyjechał do Polski? Nigdy dotychczas nie był poza Izraelem. Płacę za trzecią karafkę i mówię, że choć mam ochotę na czwartą, to już nie mam pieniędzy; muszę wypłacić z konta. Chodźmy.

Koniec nocy, pijani rabinowym, tfu, rubinowym winem, stukamy obcasami, jak oficerowie, po bruku Szerokiej w jej najwęższym odcinku. Opieram się o mur cmentarza. On staje obok mnie.

W romantycznym filmie stanąłby obok mnie i pocałował. Tym pocałunkiem zamknęlibyśmy usta antysemitom i nienawidzącym Polaków. A potem żylibyśmy długo i nieszczęśliwie, on nad Morzem Czerwonym, ja nad czerwonym winem.

W horrorze on stanąłby obok mnie i zasłonił sobą, broniąc przed oddziałem zombich. Wyrośliby z każdego kociego łba ulicy Szerokiej, bo na tej ulicy każdy kamień jest kamieniem nagrobnym.

W dramacie stanąłby obok mnie, a ja zasłoniłabym go sobą i razem zginęlibyśmy od kuli niemieckiego żołnierza, który w środku nocy nas przypadkowo przyłapał na nieczystej rasowo schadzce.

To jednak była komedia i tej nocy lekko pijany polsko-izraelski tandem usiłował wdrapać się na mur cmentarny, by jeszcze przed świtem zapalić znicz na grobie rabina Isserlesa.

Historia bardzo luźno oparta na wydarzeniach. 

czwartek, 4 grudnia 2014

Jutra


Wszystko do jutra odkładać, to wierzyć, że jutr jest tak wiele, że pomieszczą wszystko, co do nich odłożone.


A jutr jest coraz mniej, z dnia na dzień. 

czwartek, 5 września 2013

Starość

– Starość jest wtedy – powiedział, gdy nie można obciąć paznokci bez okularów na blisko.
– Starość jest wtedy – odparła – gdy wszystko wokół denerwuje. To znaczy, że już nie jest się elastycznym.

sobota, 24 sierpnia 2013

Rzeczy

Do pewnej chwili w życiu rzeczy są ważne. Potem, chyba nagle, przestają mieć znaczenie. Przeglądając zdjęcia z wyjazdu studenckiego sprzed piętnastu lat, przypomniałam sobie, jak istotne było ich zdobycie, zrobionych przez kolegę z największym aparatem, a może największymi ambicjami fotograficznymi. Nic dla mnie teraz nie znaczą. Za chwilę pójdą na śmietnik.

Dziś z domu wyszła kolejna torba ubrań. Lubię, gdy ubrania wstępują w nowe życie, na kimś kolejnym. Dla niektórych ciuchów to już trzecie życie, a może nawet czwarte. Mają historię, niosą ze sobą emocje. Dla mnie już nic nie znaczą, wolę, by nowe znaczenie nadał im ktoś inny.

Do pewnej chwili w życiu rzeczy są ważne i się je zdobywa. Potem trzeba znaleźć godne ręce, by je w nie przekazać. Inaczej, jak te zdjęcia, trafią do śmieci. 

sobota, 10 sierpnia 2013

Źródło

Od tygodnia nucę pod nosem.



tam na górze są ponoć równiny [...] jest i będzie, będzie jak była
Szukam tych równin, które ponoć są na górze. Wspinam się, bo rzeka tam jest i będzie, jest i będzie jak była. Idę w górę. 

Bilans


Rany kłute, szarpane, stłuczenia, siniaki, obrzęki. Nogi obtłuczone, jak u nastolatka wdrapującego się na drzewo. „Jak ty włożysz sukienkę do takich nóg!” – załamuje ręce babcia, nieżyjąca od 24 lat.

Nigdy nie dorosnę.

niedziela, 23 czerwca 2013

Tęcza na życzenie

Dzielę się moją prywatną tęczą, której szukałam od tak dawna i która w końcu na moim niebie zakwitła. Dzielę się, bo wiem, że im więcej życzeń do tęczy prześlemy, tym większe prawdopodobieństwo ich spełnienia. Niech Wam i mnie tęcza szczęście przyniesie!

niedziela, 5 maja 2013

Gdzieś między 30.04 a 2.05

Zapadła decyzja. Nie, nie zapadła. Wypłynęła. Sama z siebie. Nie decyzja, ale wniosek. Logiczny i emocjonalny zarazem.

Nie będę szła w tę stronę, w którą usiłuję się racjonalnie pchać. Pójdę tam, gdzie mnie pcha serce.

Piszę. 

środa, 1 maja 2013

Czasem

Nie myślę w czasie przyszłym. Wszystko rozgrywa się w czasie teraźniejszym. Dopóki to się nie skończy.

Jak zawsze przesadzam. 

wtorek, 23 kwietnia 2013

Może?


Może, mając prawie 38 lat, trzeba przestać mówić: „Chcę być...”?


Może, choć cicho, należy powiedzieć: „Jestem...”?

środa, 10 kwietnia 2013

Korea Północna

Niedawno miałam okazję uczestniczyć w początkowej fazie wielkiej dyskusji (liczba komentarzy prawie dobiła do 190, a liczba plusów przekroczyła 200) u Pawła Wimmera na G+, sprowokowanej wstawionym przez niego zdjęciem żołnierzy północnokoreańskich obwieszonych medalami.
Łatwo się obśmiać z ich wyglądu, bo przypominają wszystko, co padło w komentarzach do tego wpisu (Iron Men, pancerniki, zbroja łuskowa itd.).

Chyba jednak nie tylko o to chodzi, co zresztą także wiele razy podkreślano w komentarzach. Warto zastanowić się nad sytuacją Korei Północnej. Groźby Kima, interpretowane przez analityków jako zapowiedź agresji, nawet z podaną datą 10.04., wcale nie muszą być słowami rzucanymi na wiatr. Łatwo sobie można wyobrazić, że przywódca kraju balansującego na krawędzi upadku jest zmuszony zrobić coś, cokolwiek, by utrzymać władzę. Nie jest pewny swojej władzy: jest młody, uwielbienie dla jego dziadka nie zostało mu przekazane już tak bezwarunkowo jak jego ojcu. Może blefować (a może musi blefować?), ale jego blef z łatwością obróci się przeciwko niemu. Wtedy dzielna armia, z której tak łatwo i fajnie nam robić sobie żarty (vide powtarzający się we wszystkich streamach SoMe obrazek z ubogo wyglądającymi mężczyznami, wsiadającymi do zwykłej łodzi rybackiej, z odpowiednio dobranym zabawnym podpisem), ruszy. Ta dzielna armia ruszy, powtarzam, bo zdanie się rozrosło.

Co będzie, jeśli północnokoreańska armia ruszy? Wojna. Nie taka bezpieczna jak w Iraku (przyznajcie się, kto się obawiał nuklearnej broni Saddama Husejna?) i nie tak odległa jak w Afganistanie. Niedożywiona armia sfrustrowanej, ale zaciekłych w miłości do wodza, zapiekłych w walce o ideologię, nieznających świata zewnętrznego Koreańczyków rozleje się choć odrobinę. Niech to będzie kapka i niech ta kapka się rozleje w Azji, ale może to być ta kapka, której świat zachodni, osłabiony ruchami Oburzonych, osłabiony kryzysem finansowym, nie przetrzyma.

Tak sobie kraczę. Ale kraczę, bo zastanawiam się nad tym. Poczucie traumy, zbliżającej się traumy, przemawia przeze mnie.

Polecam zapoznanie się z transkrypcją wypowiedzi (lub jej odsłuchanie) Barbary Demick, kierującej biurem prasowym Los Angeles Times w Pekinie, na temat zwykłych Koreańczyków.

niedziela, 31 marca 2013

Sny świąteczne

Szłam z mamą przez Wisłę, która wylała, zalała pół miasta, ale które to miasto było, nie wiem. Przez Wisłę przechodziło się po drewnianych ławkach, uginających się pod wpływem ciężaru człowieka, chowających lekko pod wodę. Ławki się skończyły, trzeba było w wodzie brodzić, a woda, dziwne, przejrzyście-czysta stała, jak nie Wisła, jak nie rzeka.

Mama podkasała czarną falbaniastą spódnicę i weszła w wodę, ja, chybocząc się na ostatniej ławce, podwinęłam spodnie nad kolana i poszłam za nią. Wtedy poszła fala, niewielka, dwydziesto-, może trzydziestocentymetrowa.

Fala porwała mamie torebkę, zrzuciła zegarek z nadgarstka, mama pobiegła, jeśli bieganie po uda w wodzie z podkasaną spódnicą można bieganiem nazwać, na brzeg, tam stanęła i krzyknęła: „Ratuj mój zegarek!”.
 
Pobiegłam więc i ja. Nie bacząc na wodę, zeszłam z ostatniej ławki w wodę, która zaskoczyła mnie czystością i przejrzystością. Spojrzałam w dół, obok moich bosych stóp z czerwonymi paznokciami wyraźnie widziałam powoli opadający na piasek srebrny zegarek mamy, nieopodal odczepiony od niego fragment bransoletki leżał już na dnie. Torebka unosiła się na powierzchni. Chwyciłam te rzeczy po kolei.

Popatrzyłam znowu w dół. Dno zostało uformowane przez naniesione z wcześniejszymi falami rzeczy i piasek je pokrywający. Wyzierały spod niego oczy lalki w kraciastym czepku, obok niej zaś woreczek z czyimiś błyskotkami na wpół zakopał się, na wpół zapraszał: „Sięgnij po mnie”.

Rozejrzałam się po okolicy. Pod mostem, w górze rzeki, wielu ludzi brodziło w wodzie, wyciągając z niej skarby. Czekała na mnie mama. Pożegnałam puste oczy lalki, zaczęłam brnąć do brzegu.

– Woda była czysta? – kilka razy spytała mama, a ja potwierdzałam, tak, mamo, tak, czysta, przejrzysta, czyściutka, wszystko było widać – Babcia Hela zawsze pytała, czy woda była we śnie i czy była czysta, a jeśli czysta, to się uspokajała, wszystko będzie dobrze.

piątek, 22 marca 2013

Marcowe nauczki


Nauczyłam się dzisiaj kilku rzeczy.

Po pierwsze, że nie powinno się wkładać półbutów na cienkiej podeszwie, gdy na kalendarzu marzec, a na ulicach śnieg.

Po drugie, że zespołowi, z którym się pracuje trzeba pozwalać samodzielnie dojść do pewnych wniosków.

Po trzecie, że są kolory, które potrafią się pięknie uzupełniać, bez dodatków.

Po czwarte, że nie można się bać decyzji, które podjął ktoś inny i nie należy się za nie wstydzić.

Marcowe nauczki. 

czwartek, 14 lutego 2013

Noc


Dobrze tak, iść w noc, gdy mgła przesłania przyszłość, a lampy prowadzą donikąd. Dobrze.


A dokąd Ty chcesz iść, gdy mgła? 

niedziela, 10 lutego 2013

sobota, 9 lutego 2013

Prze...

Przeszłość odeszła. Jakby jej nigdy nie było. Jest tylko teraźniejszość. Życie dzisiejsze.
Szczęście.

czwartek, 24 stycznia 2013

Pokolenie (Harry Potter)

Zapomniałam, że dorosło już pokolenie Harry'ego Pottera. Dobrze „czarować”, dobrze być innym, niezakorzenionym w rzeczywistości, oderwanym od czasu. Jednak innym w odmienny sposób niż my byliśmy inni.
Dopiero z nimi nie czuję więzi; dopiero z nimi nie potrafię nawiązać kontaktu. Są ode mnie młodsi o 15–18 lat. Chyba jestem dorosła.