Pokazywanie postów oznaczonych etykietą zwierzęta. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą zwierzęta. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 30 września 2014

Na osiołka czy na słonika?

Gdy nadchodzi wieczór, w wielu polskich domach rozlega się pytanie:
– Kochanie, dzisiaj na osiołka czy na słonika? 
W niektórych polskich domach partnerzy zaś odmawiają wejścia do małżeńskiej łożnicy, wygodnej i szerokiej, wybierając bezpieczeństwo oferowane przez wąskie gościnne łóżko, ryzykując utratę zainteresowania, ale i zarazem pompując szansę na zwiększenie zasięgu dzięki informacji o zadłużeniu opublikowanej na największym portalu społecznościowym świata (!).
Taki sam wieczór przyniósł inną decyzję – odrzucenia kariery w wielkim biznesie, na rzecz pisarskiego lauru, sławy, kto wie, może Nobla literackiego. Czym jest 2,7 mln PLN wobec tej nagrody, prawie miliona euro? Ogłoszenia laureata spodziewać się można między 6 a 13 października, czyli tuż tuż i za zmianą drogi życiowej pewnego człowieka z pewnością stał przeciek. Kto wie, może łóżkowy przeciek?

Przeciek lub ściek. Wszystko w życiu kręci się wokół dupy, pamiętaj dziecko – mówił mi tatuś, gdy byłam mała, a ja zapamiętałam, co mówił, jako jedną z ważnych lekcji życiowych. Najwyraźniej bohaterowie ostatnich doniesień prasowych także ją znają (tę prawdę), aczkolwiek niektórzy z nich dupę ostatecznie posadzili na pieniądzach. Lub aspirują do posadzenia na pieniądzach. Lub, po prostu, nie mają pieniędzy w dupie.

Zatem, powtarzam pytanie: państwo dzisiaj na osiołka czy słonika?

PS Jak mogłam zapomnieć o sytuacji, gdy seks w rodzinie pozwala na pozostanie pieniędzy w rodzinie?!




sobota, 30 listopada 2013

Relaks

Leżę w wannie pełnej ciepłej wody i piany, umieram po ciężkim tygodniu, usiłuję się odprężyć, choć już nie pamiętam, jak się to robi. Próbuję czytać, lecz literatura japońska, którą wybrałam, okazuje się nie do przejścia. Zza drzwi dobiegają szczątki muzyki i domowe hałasy. Zanurzam się w wodzie, zamykam oczy.

Nagle słyszę wyraźny odgłos wymiotowania kota. Powtórzony po dwusekundowej przerwie. „Koniec pozorowanego relaksu, coś się dzieje”, myślę, „kot chory, jedziemy do weterynarza”. Trochę z ulgą przyjmuję koniec udawanego odpoczynku. Krzyczę „najdroższy”, cisza, „najdroższy”, powtarzam.

Najdroższy wchodzi do łazienki, mówię, „kot rzyga, sprawdź” i chowam się pod wodę, bo najdroższy wychodząc, wpuści zimne powietrze na moją australijską plażę. Wraca, nie zdążyłam znowu zejść pod powierzchnię. „Jesteś pewna, że słyszałaś wymiotującego kota?”, jak zawsze powątpiewa, kreślę krzyżyk na piersiach skrytych pod wodą. „Kot śpi w ulubionym miejscu, a te odgłosy, to koncert muzyki Krzysztofa Pendereckiego w radiowej Dwójce”.

Chowam się pod wodę. Jest mi zimno. Spadnie na mnie kara. „Taka sytuacja”, myślę. Nie, nie myślę już, przecież mam relaks, a w tym stanie się nie myśli.

niedziela, 3 marca 2013

Konina w wołowinie, Wałęsa o homoseksualistach, czyli żyjemy w Polsce

Liczę na to, że wykrycie polskiego mięsa końskiego przez Irlandczyków w wołowinie coś zmieni. Może zdamy sobie sprawę z tego, że producenci żywności dosłownie robią nas w konia, sprzedając cokolwiek. Potrzeba świadomych konsumentów, którzy potrafią odróżnić towar jakościowo zgodny z nazwą i opisem od śmieci.
Choć, niestety, niedawna afera parówkowa najwyraźniej nic nie zmieniła.
Boli to, że zmieni się opinia zagranicą o polskiej żywności, o polskim mięsie, dotychczas dobra.

Pan Wałęsa natomiast, podobnie jak ksiądz-profesor Longchams de Bérier, powinien zastanowić się zanim coś palnie. Nie ma znaczenia, czy wypowiada się o większości, mniejszości czy o jednej osobie. Ważne, że mówi o człowieku, o ludziach bez szacunku. Były prezydent RP nie potrafi sformułować wypowiedzi tak, by nie obrażać rodaków. Ktoś, kto nosi obrazek Matki Boskiej w klapie marynarki, nie wie, czym jest przykazanie miłości głoszone przez jej syna. Ktoś, kto „Bogiem i Ojczyzną” wyciera sobie usta, nie rozumie, że jego Bóg jest Bogiem miłości bliźniego, a jego ojczyznę zamieszkują różni ludzie.
Oni muszą wiedzieć, że są mniejszością i muszą się do mniejszych rzeczy przystosować. A nie wchodzić na największe szczyty, na największe godziny, największe prowokacje, żeby psuć tych innych albo wybierać z tej większości – wyjaśnił prezydent. – Nie zgadzam się z tym i nigdy się nie zgodzę – zapowiedział. 
Jego zdaniem w polskim Sejmie homoseksualiści powinni siedzieć w ostatniej ławie sali plenarnej, a nie gdzieś na przodzie. – A nawet jeszcze za murem – twierdzi Wałęsa. 
Pamiętam to chamskie: „ja temu panu ręki nie podam, co najwyżej nogę”, z którego śmialiśmy się wszyscy. Śmialiśmy się, nie wiedząc, co jeszcze pan Wałęsa może powiedzieć w przyszłości.

Taki polski wstyd.

środa, 6 lutego 2013

Żabcia


Od kilku lat wiernie towarzyszy mi na pulpicie laptopa. Tego starego, włączanego raz na kilka tygodni. Za każdym razem cieszę się, gdy ją widzę.



wtorek, 5 lutego 2013

Jelonek na USG


Patrzyłam, jak jelonek złożył głowę i już miał zasnąć, gdy coś go poruszyło. Czuję się jak matka podglądająca, co robi płód na USG. 

środa, 9 stycznia 2013

Żubry

Wciągnęło mnie zaglądanie do żubrów, rozpoznawanie, który żubr jest który, uczenie się ich nawyków.
Sprawdzam, co u nich, co kwadrans, jeśli tylko mogę. 
Od pierwszego stycznia nauczyłam się więcej o żubrach i życiu lasu, niż przez lata szkolnej biologii. 
Czasem przychodzą jelonki, których nie sposób policzyć.

Żubry dają mi spokój.


czwartek, 8 listopada 2012

Pierwsza kawa


Dzisiaj to pierwsza kawa o porze, od której się odzwyczaiłam. Smakuje tak, jak kawa tuż po szóstej rano powinna. Dobrze.

Gdy kotom kleją się oczy, ludzie siadają do pracy.

niedziela, 5 sierpnia 2012

Ostrożnie, pasuję

Pasuję do Twojego lakieru na paznokciach i dlatego kładę się u stóp twoich i w łóżku leżę tak, byś stopą w końcu na mnie trafiła.

Tuskot


sobota, 4 sierpnia 2012

W klawiaturze ukryty

Niektóre teksty są ukryte w klawiaturze. Nie pisze się ich, lecz je przypadkiem odkrywa. Jak małpa, która ma wysokie szanse, siedząc przy komputerze, napisać To be or not to be (o czym informował nas pan Richard Dawkins w jednej ze swych starszych książek), tak i ja, im więcej piszę, tym zwiększam szansę statystyczną na odkrycie tego tekstu. 

poniedziałek, 23 lipca 2012

Hirara

Wczorajszy spacer po krakowskim zoo przysporzył mi wiele radości, a mojemu towarzyszowi sporo wstydu. Tupałam z radości, gdy kameleon zwinnie chwytał językiem owada, piszczałam, widząc ocierające się o siebie wielkie koty, a gdy z daleka dostrzegłam strusia i tapira, wyciągnęłam rękę i galopem do nich podbiegałam, głośno krzycząc: „tapir, tapir, jaki ma nos, jaka trąba” lub „struś, struś, ma jajo, patrz, ma jajo”.

Najwięcej czasu spędziłam przy moich ukochanych flamingach, które niezmiennie mnie zachwycają urodą, zgrabnością, delikatnością swoją. Fenka usiłowałam namówić do obudzenia się, bo, zwinięty w kłębuszek, tylko raz wystawił oczy i na mnie popatrzył, lekko ruszając uszkami. Mówiłam więc do niego najpierw „taś taś”, a potem „cip cip”, bo uświadomiłam sobie, że to za kurami biegają lisy, nie kaczkami, a fenek to przecież lis. A fenek nic, spał.

Poznałam wreszcie nową moją miłość zwierzęcą: hirarę. Tym samym dołączyła ona do wielkiej trójcy (flamingi, tapiry, fenki). Zachwyciła mnie jej zręczność i zwinność, z jaką poruszała się po konarach. Piękno jej futra, błyszczącego, zapewne szorstkiego, ale, jak podejrzewam, bliskiego jamnikom.

Hirara jest mądra; planuje. Potrafi robić zapasy: zbiera owoce jeszcze niedojrzałe, które później zjada, gdy odpowiednio dojrzeją. Doniesienia o pierwszym zwierzęciu potrafiącym planować (szympans w jednym z bodajże niemieckich zoo, który zbierał kamienie, by następnie, po przyjściu zwiedzających, rzucać nimi w nich) są więc, jak każda kaczka dziennikarska, mocno przesadzone; hirara jest organizatorem swojego żywienia i dzięki tej umiejętności, nie brakuje jej pokarmu w chwilach, gdy owoców, ani dojrzałych, ani niedojrzałych, nie ma już na drzewach. Mam wrażenie, że ta jej cecha, stawia ją wyżej niż wielu ludzi, pozbawionych zdolności planowania.

Ma przepiękne ubarwienie; głowę i początkowy fragment tułowia ma rudą lub rudo-żółtą (złotą), a resztę ciała bardzo ciemnobrązową lub wręcz czarną. Migocze się jej futro w świetle słońca, promyki odbijają się i hirara błyszczy, jak gwiazda - nie ta z nieba, lecz ta z Las Vegas, estradowa. Chciałabym zobaczyć, jak hirara pływa; ma tak opływowe kształty, że z pewnością robi to przepięknie, z gracją. Niestety, w krakowskim zoo nie ma jeziorka, w którym mogłaby się wypluskać. Umożliwiono jej tylko wspinanie się po drzewach.

Największą jednak niespodziankę sprawił mi @rk202, który zaklinał się, że pamięta hirarę z książek Arkadego Fiedlera. Ten pisarz i podróżnik ocalił życie hirarze (a ja go nie lubiłam...), co pięknie zostało opisane. Najwspanialsze słowa są na końcu:
Dzika hirara, która w szaleńczem opętaniu walczyła o swoją wolność, aby wreszcie, poraniwszy strażników, sama skrwawiona, z przetrąconym grzbietem, uciec wbrew wszelkiemu prawdopodobieństwu - obudziła ludzką normalną reakcję w prostym pomocniku podrożnika, Estanislao, który porwał strzelbę i wymierzył do uciekającego zwierzęcia. Ale Fiedler podbił strzelbę, "gdyż trzeba szanować szaleństwo". 
Skazał ją na śmierć, ale śmierć nie wymierzoną przez człowieka, lecz śmierć, którą sama wywalczyła. Dzięki temu opisowi zrozumiałam, skąd we mnie poczucie więzi z hirarą. Ja jestem hirarą. Wprawdzie nie tak zwinną, zgrabną, ale tak szaloną, tak walczącą o wolność, szamoczącą się, poświęcić wszystko, gotową zginąć nawet, byle być wolną.


środa, 20 czerwca 2012

Upał

Na podłodze w toalecie znalazłam martwą, dużą muchę. W taki upał jak dziś padają nawet owady. 

poniedziałek, 4 czerwca 2012

Nowy/nowa

Nowy kolega lub nowa koleżanka w pracy. Z pewnością bardziej sympatyczny lub bardziej sympatyczna niż niejeden stary/niejedna stara.

wtorek, 29 maja 2012

Tuskot i tantiemy

Nie leży koło mnie, nie uczestniczy w procesie pisania. Nie będzie więc miał udziału w tantiemach z książki. Jeśli sprzedam do Australii, nie dostanie wątroby i nerek z kangura (a wątroba i nerki to szczęście Tuskota). Nie spróbuje też wołowiny z krów argentyńskich, jeśli do Argentyny sprzedam.

A może dostanie? Bo przecież nie uczestnicząc, nie przeszkadza...?