Pokazywanie postów oznaczonych etykietą polityka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą polityka. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 28 kwietnia 2019

Meine erste Banane

W listopadzie 1989 r. na okładce magazynu młodzieżowego zachodnioniemieckiego „Titanic” znalazła się niejaka Gaby (17), trzymająca w ręce obranego ogórka naśladującego banana. Napis brzmiał „Meine erste Banane”, czyli „Mój pierwszy banan”.

Błyskawicznie po RFN (historia działa się jeszcze przed zjednoczeniem!) rozlały się parodiujące tę okładkę plakaty na ulicach z napisami „Daj Gaby jej pierwszego banana” albo „Banan = szczęście”, „Zbieramy na banany dla Gaby” itd. Nie mogę ich odnaleźć w sieci, ale widziałam kilka takich produkcji pośród prywatnych pamiątek zachodnioniemieckiej młodzieży tamtego czasu.

Co ludzie mają z bananami, że stały się symbolem luksusu, że kojarzą się z... No, z czym ci się kojarzy banan, odpowiedz sobie w myślach?.

Złośliwością wyjaśniam sobie odpowiedź zachodniej młodzieży niemieckiej na wschodnią Gaby i jej pragnienie banana. A może to były obawy przed zalewem zachodnich landów przez wschodnią młodzież, niewiedzącą nawet, co to banan? A może jeszcze coś innego?

Mnie się jeszcze plącze w pamięci przejazd naszego szkolnego chóru z RFN do Polski z przystankiem w Eisenach, w NRD, gdzie urodził się Jan Sebastian Bach, pewnie w 1987, może 1988 roku. W tymże Eisenach guzik mnie Bach interesował. Nasze opiekunki-nauczycielki wypuściły się do sklepu, nas zmuszając do oglądania Domu Bacha z zewnątrz (bo na bilety nikt nie miał ani kasy, ani czasu, bo w sumie po co dzieci ze szkoły muzycznej z Krakowa miałyby zwiedzać Dom Bacha). A my, sprytnie, podążyłyśmy za nimi. Enerdowski sklep okazał się rajem dla wczesnych nastolatków: zeszyty szkolne z białymi (!) kartkami w linie (w PRL kartki w zeszytach były szarawe) i czerwonymi okładkami, kolorowe ołówki, a nade wszystko cytryny... Dojrzałe, piękne, dorodne cytryny. Kupiłyśmy z koleżanką Lawendą kilogram cytryn na spółkę i następnie wgryzałyśmy się w nie bez ani jednego skrzywienia na twarzy.

Po co mi te cytryny. Ano po to, że jakoś pomarańcze czy cytryny, czy nawet grejfruty obecne w sztuce od dawna, symbolizujące obfitość, dojrzałość, a metaforycznie sprowadzające myśli ku kobiecym piersiom, jakoś ani tzw. ministrowi kultury, ani tzw. dyrektorowi muzeum nie przeszkadzają. Jak w stereotypach o samcach: siedzą sobie gdzieś w kąciku i patrząc na te pomarańcze, cytryny czy nawet grejfruty, robią sobie... fuj. Banan, który z kolei kojarzy się z męskością, a u Natalii LL został ujarzmiony (przez kobietę – specjalnie małymi literami, żeby nikt nie dojrzał i na mnie nie doniósł), ma sobie iść precz z muzeum, a o taką „Pomarańczarkę” walczyła cała Polska! Czyż nie można jej w tym kontekście interpretować jako smutek starej kobiety za utraconą młodością, symbolizowaną przez dorodne pomarańcze? No dobrze, żartuję, ale tylko trochę.

Po raz kolejny mamy więc do czynienia z próbą powstrzymania kobiecej siły albo, inaczej, kobiecej władzy nad męskim elementem. Tak samo stało się z Gaby, która w swoim enerdowskim świecie nie mogła epatować luksusowym towarem – bananem – operowała więc przaśnym, swojskim ogórkiem. Dobrzy młodzi zachodni Niemcy zaś chcieli się zrzucić na banana, by jej potrzeby nabrały wymiaru luksusowego, zachodnioniemieckiego.

Wymyślam sobie, ale, zupełnie szczerze, to mi się chce rzygać na myśl o decydentach, którzy wyłącznie za pomocą zakazów chcą bronić swoich pozycji. Zamiast edukować – usuwają to, co im się wydaje, że im bezpośrednio zagraża, posługując się na dodatek niewyedukowaną matką. Zamiast propagować pluralizm myśli, chcą nas wszystkich sprowadzić do jednego formatu, obojętne czy koła, czy kwadratu, bo jak zwał, tak zwał – format ma być jeden. A jak już kiedyś pisałam, ludzie są tak jak frytki – różni.


Tu można przeczytać (po niemiecku) historię Gaby po dwudziestu latach od okładki.


poniedziałek, 25 maja 2015

Sztandary i zorze

– Wie pani, nie chcemy ludzi, którzy wstają rano i odśpiewują „Czerwony sztandar do góry wznieś”. Nie chcemy jednak także śpiewających o poranku „Kiedy ranne wstają zorze”.
– A pan? Po której stronie pan się opowiada?
– Ja? – pyta, odsuwając się krok ode mnie. Prawie wchodzi na rowery zapięte do stojaka.
– Pytam, z czym pan wstaje, ze sztandarem czy z zorzami?

Milczenie. Rowery stoją dalej. Sztandary dawno opuszczone, a zorze coraz krwawiej wschodzą. 

wtorek, 13 maja 2014

Nagabywanie

nagabywanie – natarczywie poprosić o coś lub zatrzymać kogoś niespodziewanie dla zapytania o coś lub nawiązania rozmowy

W Pradze po raz pierwszy byłam zimą 1996 roku. Spacerowałam, zachwycając się bajkowym pięknem kamienic, wąskimi uliczkami, knajpkami na każdym kroku i tym, że sklepiki z pamiątkami, w których nie zaopatrzyłam się w koszulkę z napisem „Praha – Kafka” są czynne chyba do świtu. Zachwycałam się także tym, że pod Karolinum zaczepia mnie Mozart i namawia, bym wpadła na premierę „Don Giovanniego”. Ten pierwszy Mozart w moim życiu był ciemnoskóry, co z tego. Przyjęłam, że uczestniczę w niezapowiedzianym spektaklu rozgrywającym się na ulicach jednego z najpiękniejszych miast Europy i poprawnie odegrałam swoją rolę: usiadłam w herbaciarni, wypiłam „zawieszoną kawę”, podziwiałam świt z mostu Karola na pocztówce, odstałam swoje, czekając na wejście na Złotą Uliczkę, jeszcze wtedy niebiletowaną.
Do Pragi wracałam wiele razy, ale prawie dziesięć lat po tej pierwszej wizycie spędziłam tam pół roku. Już po kilku dniach miałam dosyć przedzierania się przez tłumy turystów, biorących udział w tym samym przedstawieniu, które ja zaliczyłam kiedyś. Codzienne zakupy w najbliższym spożywczym były utrudnione, bo zawsze jacyś Amerykanie wybierali piwa lub przeczesywali półki w poszukiwaniu ostatniej Becherovki. Moją ulubioną kawiarnię na Hradczanach przeniesiono do mniej turystycznego zaułka. Niegdysiejsze galerie przekształciły się w sklepy z pamiątkami wątpliwej artystycznie jakości. Królował Kafka w roli ducha Pragi, Mozart jako naganiacz, głowę w rękach w ulubionej cukierni trzymał, widząc to wszystko, Nohavica.


Oby nigdy w Krakowie nie było tak jak jest w Pradze – pomyślałam wtedy.

Moja prośba nie została wysłuchana. Nową Pragą jest Kraków, nieporównywalnie mniejszy od stolicy Czech, a gromadzący te same grupy turystów z Europy i ze świata. Rządzący miastem cieszą się z rosnącej liczby odwiedzin, bo jakoby ma to dowodzić wzrostu, ale, pytam, czego wzrostu? Znaczenia miasta? Popularności? Pozycji na liście turystycznych celów? Jakby zapominali, do czego miasto służy. No właśnie, do czego? Otóż miasto służy do mieszkania. W Krakowie jednakowoż mieszkańcy stoją w jakiejś innej kolejce, nie tej, która gromadzi się pod Magistratem, jak w tej kazachskiej bajce, którą tłumaczy się dzieciom, dlaczego mają krótkie i płaskie nosy. Gdy Bóg rozdawał nosy, Kazachowie stali w kolejce po mądrość. Mieszkańcy Krakowa, pragnąc podtrzymywać mit miasta, kształcą się na „ujotach”, przesiadują w „Jagiellonce” i chodzą do teatrów („starych” i nowych). Tymczasem urzędnicy miejscy i władze miejskie rozdają to, na co leci gawiedź, czyli „look and feel”, ów kazachski nos, turystom.

Z braki Kafki powstaje więc w Krakowie szlak literatury (tabliczki na ławkach), honorujący literata zbiorowego (dla niepoznaki literackie szlaki Małopolskie nazwano po angielsku, by przypadkiem polski czytelnik nie trafił na nie w internecie). Lokalny potencjalny Mozart, czyli Pani Elżbieta Penderecka z małżonkiem, uznał, że peruka nie pasuje, tupeciku za to nie brak. Lokalnych bardów zachęcają do skorzystania z meleksa i zyskania jedynego w swoim rodzaju doświadczenia ekologicznego zwiedzania miasta lokalni naganiacze.
Posługują się tymi samymi frazesami, którymi lokalni naganiacze pod piramidami usiłują namówić do wdrapania się na wielbłąda i odbycia „jedynej w swoim rodzaju, wyjątkowej wyprawy przez pustynię do grobów faraonów”. U nas „melki” wiozą na Kazimierz, gdzie na przykładzie ostatnich zrujnowanych w latach powojennych kamienic pokazuje się Holokaust, i do Fabryki Schindlera, by uhonorować świetną kreację Liama Neesona u Spielberga.
Naganiacze stoją w Krakowie na każdym centymetrze kwadratowym cennej przestrzeni miejskiej, nierozważnie nieprzeznaczonej do zabudowy pod ogródki kawiarniane w planie zagospodarowania przestrzennego. Naganiają, by spożyć typowy polski obiad w regionalnej restauracji. Obsługę przyodziano w stroje z obowiązującego nurtu „folk” – na głowie wianek, a na nogach legginsy. Naganiają do sklepu z pamiątkami, gdzie można wybierać między chińskim smokiem wawelskim, hawańskim cygarem i sziszą (prosto spod piramid). Kraków, widać, jak cała Polska, jest przedmurzem chrześcijaństwa. Czujemy tu powiew Orientu na każdym kroku, dobiega z każdego kebabu.

Naganiacze zaczepiają i mnie. Odpowiadam zawsze i niestrudzenie:

Czy pan/pani nie wie, że zaczepiać obcą osobę na ulicy jest niegrzecznie i świadczy o braku dobrego wychowania? 

Już nie biorę, jak kiedyś w Pradze, udziału w spektaklu całodobowym jak sklep monopolowy. Praga jest wielka. Kraków – choć Wielki, po przyłączeniu okolicznych wsi i miasteczek w 1911 roku – to zbyt mały. Jak znaleźć złoty środek, godzący interesy mieszkańców z zapotrzebowaniami turystów? Gdzie znaleźć rzeczników mieszkańców, skoro władze bronią praw turystów. Gdzie, zresztą, są mieszkańcy Krakowa? Pod Myślenicami, podobno, na nowym strzeżonym osiedlu. Z centrum miasta, jak dowiedziałam się, należy się takim zramolałym cierpiętnicom jak ja wyprowadzić.

Przecież musiałaś wiedzieć, wprowadzając się na Kazimierz, że to dzielnica rozrywkowa – powiedziano mi. 

Proszę szanownej wycieczki. Na Kazimierz to się wprowadziłam w 1975 roku, wtedy to tu były rozrywki…


niedziela, 2 marca 2014

Konsekwencje

Na Majdan wyszli po to, by bronić niezawisłości swojego kraju. Zeszli z Majdanu tylko po to, by dowiedzieć się, że to poświęcenie spowodowało agresję sąsiada, od którego pragnęli się uwolnić, na część ich kraju.

Konsekwencje. Najgorsza broń świata.

wtorek, 22 października 2013

Koczowniczka

Trafiłam do Parady oszustów, czyli zostałam zaliczona do V kolumny żydowskiej (kliknięcie w link na własną odpowiedzialność). Bardziej się boję niż cieszę. Staję przed lustrem. Szukam w sobie cech żydowskich przywoływanych przez antysemitów. Dziś to nie nos ani uszy, ani nawet świeża maca zjedzona na śniadanie świadczą o tym, kto jest Żydem, kto nie. Wystarczy podpisać petycję.


Jestem zażenowana, czytając, jak tzw. porządni obywatele donoszą na innych obywateli. Czuję niesmak i strach. Dzisiaj portal, jutro parlament, pojutrze emigracja. Na szczęście zaliczono mnie do koczowników. Ruch mi sprzyja. Spakuję manatki i spadam stąd, bo tu sąsiad zabija sąsiada.


niedziela, 25 sierpnia 2013

Cuda


Cień się pojawił i pojawiają się pytania:

1. Czy to prezydenta, czy premiera cień?
2. Prezydent lub premier, nieważne; istotne, dlaczego mają profil jak gzyms?
3. Jeśli prezydent, to gdzie należy szukać profili pozostałych ofiar wypadku samolotu pod Smoleńskiem?
4. Jeśli premier, to czego cień jest zapowiedzią?

poniedziałek, 6 maja 2013

Yeats, jak zawsze

Przywódcy tłumu

Aby wytrwać przy swoim, oskarżać muszą
Odmiennych, że działają z pobudek niskich;
Brukać godność uznaną; węszyć razem z tłuszczą
Za nowiną i swe rozchełstane wymysły
Puszczać w kurs na oddechu wstrzymanym, tak jakby
U stóp helikonu płynął ściek przepełniony,
A potwarz była pieśnią. Tego, że prawdy
Pąk rozkwitnie tam tylko, gdzie przy lampie uczony
Zasiada, wiedzieć nie mogą, wyzuci z samotności.
Tłum nie dba więc o jutro. Jest jak czereda dzieci.
Ma hałaśliwą muzykę, jędrniejsze miłości,
Nadzieję co dzień nową. Lampa zaś z grobu świeci.

Przeł. M. Kłobukowski

Źródło: W.B. Yeats, Wiersze wybrane, Wrocław–Warszawa–Kraków 1997, s. 91.

środa, 10 kwietnia 2013

Korea Północna

Niedawno miałam okazję uczestniczyć w początkowej fazie wielkiej dyskusji (liczba komentarzy prawie dobiła do 190, a liczba plusów przekroczyła 200) u Pawła Wimmera na G+, sprowokowanej wstawionym przez niego zdjęciem żołnierzy północnokoreańskich obwieszonych medalami.
Łatwo się obśmiać z ich wyglądu, bo przypominają wszystko, co padło w komentarzach do tego wpisu (Iron Men, pancerniki, zbroja łuskowa itd.).

Chyba jednak nie tylko o to chodzi, co zresztą także wiele razy podkreślano w komentarzach. Warto zastanowić się nad sytuacją Korei Północnej. Groźby Kima, interpretowane przez analityków jako zapowiedź agresji, nawet z podaną datą 10.04., wcale nie muszą być słowami rzucanymi na wiatr. Łatwo sobie można wyobrazić, że przywódca kraju balansującego na krawędzi upadku jest zmuszony zrobić coś, cokolwiek, by utrzymać władzę. Nie jest pewny swojej władzy: jest młody, uwielbienie dla jego dziadka nie zostało mu przekazane już tak bezwarunkowo jak jego ojcu. Może blefować (a może musi blefować?), ale jego blef z łatwością obróci się przeciwko niemu. Wtedy dzielna armia, z której tak łatwo i fajnie nam robić sobie żarty (vide powtarzający się we wszystkich streamach SoMe obrazek z ubogo wyglądającymi mężczyznami, wsiadającymi do zwykłej łodzi rybackiej, z odpowiednio dobranym zabawnym podpisem), ruszy. Ta dzielna armia ruszy, powtarzam, bo zdanie się rozrosło.

Co będzie, jeśli północnokoreańska armia ruszy? Wojna. Nie taka bezpieczna jak w Iraku (przyznajcie się, kto się obawiał nuklearnej broni Saddama Husejna?) i nie tak odległa jak w Afganistanie. Niedożywiona armia sfrustrowanej, ale zaciekłych w miłości do wodza, zapiekłych w walce o ideologię, nieznających świata zewnętrznego Koreańczyków rozleje się choć odrobinę. Niech to będzie kapka i niech ta kapka się rozleje w Azji, ale może to być ta kapka, której świat zachodni, osłabiony ruchami Oburzonych, osłabiony kryzysem finansowym, nie przetrzyma.

Tak sobie kraczę. Ale kraczę, bo zastanawiam się nad tym. Poczucie traumy, zbliżającej się traumy, przemawia przeze mnie.

Polecam zapoznanie się z transkrypcją wypowiedzi (lub jej odsłuchanie) Barbary Demick, kierującej biurem prasowym Los Angeles Times w Pekinie, na temat zwykłych Koreańczyków.

niedziela, 3 marca 2013

Konina w wołowinie, Wałęsa o homoseksualistach, czyli żyjemy w Polsce

Liczę na to, że wykrycie polskiego mięsa końskiego przez Irlandczyków w wołowinie coś zmieni. Może zdamy sobie sprawę z tego, że producenci żywności dosłownie robią nas w konia, sprzedając cokolwiek. Potrzeba świadomych konsumentów, którzy potrafią odróżnić towar jakościowo zgodny z nazwą i opisem od śmieci.
Choć, niestety, niedawna afera parówkowa najwyraźniej nic nie zmieniła.
Boli to, że zmieni się opinia zagranicą o polskiej żywności, o polskim mięsie, dotychczas dobra.

Pan Wałęsa natomiast, podobnie jak ksiądz-profesor Longchams de Bérier, powinien zastanowić się zanim coś palnie. Nie ma znaczenia, czy wypowiada się o większości, mniejszości czy o jednej osobie. Ważne, że mówi o człowieku, o ludziach bez szacunku. Były prezydent RP nie potrafi sformułować wypowiedzi tak, by nie obrażać rodaków. Ktoś, kto nosi obrazek Matki Boskiej w klapie marynarki, nie wie, czym jest przykazanie miłości głoszone przez jej syna. Ktoś, kto „Bogiem i Ojczyzną” wyciera sobie usta, nie rozumie, że jego Bóg jest Bogiem miłości bliźniego, a jego ojczyznę zamieszkują różni ludzie.
Oni muszą wiedzieć, że są mniejszością i muszą się do mniejszych rzeczy przystosować. A nie wchodzić na największe szczyty, na największe godziny, największe prowokacje, żeby psuć tych innych albo wybierać z tej większości – wyjaśnił prezydent. – Nie zgadzam się z tym i nigdy się nie zgodzę – zapowiedział. 
Jego zdaniem w polskim Sejmie homoseksualiści powinni siedzieć w ostatniej ławie sali plenarnej, a nie gdzieś na przodzie. – A nawet jeszcze za murem – twierdzi Wałęsa. 
Pamiętam to chamskie: „ja temu panu ręki nie podam, co najwyżej nogę”, z którego śmialiśmy się wszyscy. Śmialiśmy się, nie wiedząc, co jeszcze pan Wałęsa może powiedzieć w przyszłości.

Taki polski wstyd.

piątek, 13 lipca 2012

O wyższości mężczyzny nad kobietą

Ostatecznie, dzięki debacie o in vitro, udało się zakończyć spór o wyższości mężczyzn nad kobietami, taką właśnie konkluzją. W uzasadnieniu sięgnięto do pojęcia „ojcostwa” i „macierzyństwa”. O ile – dowodzono – mężczyzna jest ojcem cały czas, bez przerwy produkuje potomków, ukrytych przez nędznych naukowców pod nazwą „spermy”, o tyle – kontynuowano – kobieta jest matką tylko raz w miesiącu, gdy pojawia się jajeczko. Rodzice pół-ludzi mają więc jedną szansę na miesiąc, by ich dziecko mogło spotkać drugą połówkę. 

środa, 4 lipca 2012

Populizm

Populizm zawsze się degeneruje. Jeśli raz się zejdzie na takie tory, to już się z nich nie wróci. Nie twierdzę, że takim błotem politycznym obrzucał swoich przeciwników Jarosław Kaczyński - takim, jak Stanisław Pięta - ale gdyby nie grunt przez Jarosława Kaczyńskiego spulchniony, Stanisław Pięta nie mógłby siać. A kto zbierze żniwa?

Zwracajcie uwagę na przyczepy. Zorganizujemy im "godne" powitanie każdego dnia, w każdym mieście. Będą tak spie..., że zatrzymają się dopiero u swojego mocodawcy Putina. 
Wszyscy to cytują i ja się nie powstrzymuję. Jeszcze pięć lat, nie więcej, daję na ujednolicenie Polski. Mam też nadzieję, że jeśli durnowaci zwolennicy PiS pójdą z kosami na przedstawicieli Ruchu Palikota, to za ewentualne obrażenia oskarżony zostanie ten, który kazał strzelać, a nie ten, co strzelał.

Proszę, jak łatwo wpasować się w mundur i buty generałów Jaruzelskiego, Kiszczaka i innych...

piątek, 29 czerwca 2012

Polska

Hipokryzja rządzi. PiS ustami posła Piechy domaga się kary za zapłodnienie in vitro. T. Terlikowski krzyczy, że w lodówkach leżą zamrożeni ludzie.

Kraj bez cyca, kraj bez jaj. 

środa, 30 maja 2012

Śniadanie bez social media

Nocne doniesienie o tym, że prezydent Obama powiedział „Polish death camp” oraz pokazujący rasizm i przemoc w Polsce na stadionach film dokumentalny BBC sprawiły, że przy śniadaniu zajęliśmy się rozmową ze sobą, a nie mediami społecznymi.



The Stadiums of Hate można obejrzeć na stronie BBC (do której odsyłam) jeszcze przez 12 miesięcy, czyli do maja 2013 roku. 

środa, 11 kwietnia 2012

10.04.

Mam odruch wymiotny, gdy myślę o zacietrzewieniu jednych i drugich. Gdy spojrzę na mój zegarek i widzę tu ciągle 10.04. robi mi się jeszcze gorzej.
Nie chodzi o to, czy to był zamach, czy nie, lecz o to, jak to wydarzenie przechodzi do warstwy wyobrażeń społecznych. Współczuję historykom, którzy będą to badać, z perspektywy czasu. Zbiorowa histeria i to po obu stronach.
Analiza porównawcza: książę Józef Poniatowski a Lech Kaczyński. Zły, który przez śmierć przeszedł na dobrą stronę.

niedziela, 8 kwietnia 2012

Kompleks brata?

Jarosław Kaczyński chce być prezydentem: http://m.wyborcza.pl/wyborcza/1,105402,11499026,Jaroslaw_Kaczynski_chce_byc_prezydentem.html Shared via Polska News for Android.

Podniebienie

Ciekawe, czy spytał Julię Tymoszenko o to, czy ma czarne podniebienie. Kiedyś był przekonany, że wszyscy Ukraińcy takie mają.


Ukraińska misja Kowala: http://rss.feedsportal.com/c/32739/f/530266/s/1e2aeee0/l/0Lwyborcza0Bpl0C10H754780H114990A220HUkrainska0Imisja0IKowala0Bhtml/story01.htm Shared via Polska News for Android.

poniedziałek, 2 kwietnia 2012

Prawica

I tak to, kurwa, jest z prawicą. "Buzi, buzi", "Zdrówka", "Ha, ha, lewczka, ha, ha", a potem nóż przykładają do szyi w chwili, gdy się nic nie zrobiło i krzyczą: "Jak Żydzi Jezusa zabili, tak wy Jana Pawła II zabijacie. W rocznicę śmierci jego, amen".

A ja co? Ja tylko protestuję przeciwko ureligijnianiu samorządu i nie zgadzam się, by samorząd miejski w Wadowicach wyznawał wierność wartościom uosabianym przez JPII. Mamy, kurwa, rozdzielność Kościoła i Państwa, czy trzeba kolejnej rewolucji? 200 lat z lekkim okładem minęło od francuskiej, niecałe 100 od rosyjskiej. Czas na kolejną wielką, która ruszy z posad bryłę świata? Tego, prawico, chcesz?

poniedziałek, 16 stycznia 2012

Czekolada

Na zawsze pozostanie we mnie to dziecko komunizmu, które dziennie dostawało kostkę czekolady z przysługującej na kartkę tabliczki miesięcznie.
Chwytać tabliczkę w ręce i gryźć jak chleb. Marzenie.

wtorek, 4 października 2011

Prezes i opcja niemiecka

Prezes poszukuje elektoratu, chwyta się więc opcji niemieckiej. Obawiam się jednakowoż, że elektorat będzie brandenburski, a prezes przejedzie się nam nim jak Zygmunt Stary na brandenburskim Albrechcie Hohenzollernie, którego potomstwo połknęło następców Jagiellonów, bo, okazuje się, prezes równie co Jagiellony jałowy, choć inaczej.
Kto kogo połknie, konkludując, Prezesie? Elektorat Polskę czy Polska Elektorat?