Pokazywanie postów oznaczonych etykietą film. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą film. Pokaż wszystkie posty

piątek, 27 marca 2015

Ten moment, gdy nurzam się w popkulturze

Na ekranie Christian Grey pije białe wino z kieliszka, by za moment pochylić się nad Anastasią Steele. Tymczasem ja, równocześnie, nabieram łyk ziółek nasennych z kubka z R2D2, nachylając się nad poduszką. Popkultura w popkulturze. Rzeczywistość vs rzeczywistość. Płyn wobec płynu.

środa, 30 października 2013

wtorek, 8 października 2013

Wszyscy umrzemy (II)

Umarła Joanna Chmielewska i umarł Patrice Chéreau. Chociaż wszyscy umrzemy, to czasem trudno pogodzić się ze śmiercią zupełnie obcych ludzi.



Nie można jednak pogodzić się z tym, że nie dbamy o tych ludzi, nawet obcych, gdy żyją. Tym bardziej o bliskich.

sobota, 21 września 2013

Wspomnienia (Krzysztof Kieślowski)

Siedziałam na widowni, gdy w Filharmonii Krakowskiej kręcono sceny do filmu „Podwójne życie Weroniki”. Nie czułam wtedy, że warto tam pójść, odwiedzić mamę, udającą, że gra – muzykę nagrała inna orkiestra, krakowscy filharmonicy tylko machali rękoma i trzymali instrumenty. Tak samo Irène Jacob otwierała usta, a wychodził z nich głos Elżbiety Towarnickiej.

Wtedy tego nie czułam. Teraz się cieszę, rozpamiętując te chwile, gdy pokonałam lęk piętnastolatki przed Wielkim Reżyserem, a jeszcze bardziej strach przed tym, że nie wolno mu przeszkadzać.

piątek, 31 maja 2013

„Kwartet życia”

Jakże osobisty dla mnie film i jak przepiękny. Dotykający tak wielu spraw, które mnie dotykają – choroba muzyka, który chciałby grać dalej, lecz przez ciało szwankujące nie może, dziecko muzyka (tu nawet gorzej, muzyków), czujące się odrzucone i porzucone, dynamika małej grupy, w której wszyscy są tak ściśle powiązani, że nie mogą ze sobą żyć, ale i bez siebie nie są w stanie żyć. Miłość, która psuje i spaja wszystko. Ambicje, rywalizacja, gra i manipulacja. Muzyka jest jednak nadrzędna, o czym przypomina odchodzący wiolonczelista, muzyka dla was nic nie znaczy – krzyczy.
Jak grać, by zagrać na czyjejś duszy – oto prawdziwe pytanie tego filmu – i kiedy przestać?



Piękny, krótki tekst na temat tych kwartetów, bo przecież nie tylko o cis-moll op. 131 tu chodzi. 

czwartek, 30 maja 2013

„Kuchnia najwyższego szczebla”

Piękny film o jedzeniu, o kulturze jedzenia i o tym, że trudności w życiu przezwycięża się, chwytając byka za rogi. Zarzuca się filmowi, że brak w nim przemiany głównej bohaterki i jej walki, a po co tu przemiana? To jest po prostu opowieść o gotowaniu dla innych ludzi. Przepiękna opowieść.

niedziela, 13 stycznia 2013

niedziela, 17 czerwca 2012

Porno podniecenie

Nie wiem, czy da się rozstrzygnąć, z czego wynika podniecenie wywołane oglądaniem filmów porno?

Mam dwie teorie:

1. Podnieca myśl, że ktoś to robi, bo zapomina się, że ktoś to robi naprawdę, a jednak na niby.
2. Podnieca myśl, że potencjalnie i my możemy robić to samo. 

sobota, 26 maja 2012

Filmy niemieckie

Tęsknię za Niemcami. Za życiem tam, które wydawało mi się takie proste i normalne. Nie, hahaha, nie ma to związku z filmami, które chciałabym zobaczyć lub wrócić do nich; niemieckie filmy. Albo filmy o niemieckiej historii.

Upadek
Baader Meinhof Complex
Monachium
Konferencja w Wannsee
Das Boot
Defiance
Siedem lat w Tybecie (tak, tak, wiem, to nie o Niemcach, choć może jednak?)
Walkiria (to też tak jakby nie niemieckie)

„Coco Before Chanel”

Naprawdę ktoś uważa, że to jest dobry film? Nie umiem nawet stwierdzić, o czym on jest. O kobiecie? O determinacji? O celu? O kłamstewkach? Od połowy był o miłości, ale jak miłość zginęła w wypadku, to już nie wiem, o czym było dalej. Jeden z filmów kompletnie bez sensu...

poniedziałek, 14 maja 2012

„The Beginners”

Christopher Plummer i Ewan McGregor. Czy trzeba mi czegoś więcej? Okazało się, że tak. Mélanie Laurent, którą dobrze zapamiętałam z Bękartów wojny, a dziwnie nie zwróciłam uwagi, że i w Debiutantach się pojawia.



Film inspirujący. Skończyłam oglądać i chciałam tworzyć. Właśnie dlatego należy go obejrzeć.

Minimalizm. Coraz silniej odczuwam potrzebę minimalizmu. W takim właśnie wydaniu, jak proponuje ten film.

PS Mały bonus: polskie plakaty filmowe w mieszkaniu Oliviera. 

niedziela, 13 maja 2012

„A Dangerous Method”

Cel. Czasem nie widzę celu. W tym filmie na przykład. Pokazać niebezpieczne związki między ludźmi? Przypomnieć zapomnianych (vide Sabina Spielrein, lepiej znana jako „Ina S.”, pacjentka, nie jedna z pierwszych dam psychoanalizy)? Relacje lepiej uchwycone są w „Niebezpiecznych związkach”, a o Sabinie Spielrein pojawiają się książki, filmy dokumentalne itd. Po co więc?



Może dla tych długich ujęć, kolorystycznie fascynujących (brzoskwiniowa Emma Jung wychodząca na brzoskwiniowy korytarz), minimalistycznych kadrów, szlachetnego filmowania skontrastowanego z nagromadzeniem detali, bibelotów itp., świadczących o tym, w jakiej epoce jesteśmy? Pięknego połączenia treści=słowa z obrazem (Zygmunt Freud rozmyślający, na głos dywagujący o trudnych stosunkach z Gustavem Jungiem, wychodzący z labiryntu parkowego).

Najpiękniejsze jednak te zdjęcia, najczęściej dwójki ludzi, z rozmytymi rogami, z ostrością na oboje. Wspaniały pomysł: film, który opowiada o trójkącie uzależnień, rozgrywanym w parach, we wszystkich konfiguracjach i na wszelkich płaszczyznach (prywatnej vs zawodowej, realnej vs listownej).

Keira Knightley jest, jednakowoż, fatalną aktorką. Nie przekonywała w scenach szału, nie angażowała emocjonalnie, zabrakło dramatu, została komicznie wysuwana szczęka i drżąca dolna warga, opatrzone standardową miną: „cierpię, patrzcie”.

Nie dotarł do mnie również Michael Fassbender, w którym nie dostrzegłam rozdarcia – zostało mi zakomunikowane z ekranu. Viggo Mortensen, natomiast, jako Zygmunt Freud, okazał się stary... Stary i najmądrzejszy. Dobry. 

niedziela, 1 kwietnia 2012

środa, 11 stycznia 2012

„Fałszerze”

Fałszerze naprawdę fałszowali funty szterlingi brytyjskie! W Sachsenhausen.
Szczęście ogarnia na myśl, że tak dobry film to nie fikcja.

sobota, 10 grudnia 2011

niedziela, 4 stycznia 2009

„Vicky Cristina Barcelona„

Obejrzałam „Vicky Cristina Barcelona” Woody'ego Allena.Widać, że film został zrobiony przez mistrza. Jest świetnie skonstruowany, od początku wiadomo, co jest ważne, a co jest mniej ważne. Postaci są wyraziste już od pierwszej minuty w taksówce (choć nie podoba mi się podzielenie ekranu na dwa ujęcia – a może to komputerowy trick? – przecież i tak siedzą obok siebie). Lubimy i jedną, i drugą dziewczynę, każda ma coś w sobie fajnego.

Ale. Nie wiem, dlaczego ale. Może to, że przez cały czas wisiała nade mną myśl, że Allen zrobił ten film „na zamówienie” Barcelony i o nic więcej tu nie chodzi, jak tylko o pokazanie miasta? Nie wiem. Zachwyciła mnie Penelope Cruz. Zwłaszcza jak wrzeszczała na Javiera Bardema na ulicy, w szarej sukience i potarganych włosach. Jak zaciągała się papierosem na ławce w pseudo-hippisowskich, kolorowych ciuchach. Javier Bardem ma natomiast przepiękne oczy, takie jak krowa. Głębokie, duże, z gęstymi rzęsami.

Wracam do filmu. Pokręcona fabuła. Przygoda letnia, która okazuje się doprowadzić do jednego z wielu rozstrzygnięć w życiu w przypadku każdej z osób.Nie chce mi się więcej pisać. Film „śliczny”, tak śliczny, jak inne filmy hiszpańskie, ale nie jest tak inteligentny, jak inne filmy Allena. Daleko mu do „Matchpoint” (!!!), nawet do „Snu Kasandry”, a wywlekam tylko ostatnie, bo chyba nie warto porównywać ze starszymi :(

czwartek, 11 grudnia 2008

„Nie kłam kochanie”

„Nie kłam kochanie”, wielka polska komedia, dawno się tak nie uśmiałam z opisu, bo na filmie trudno się śmiać.

Refleksje?
1. Wiem, kto to jest Magda Żmuda-Trzebiatowska. Wygląda jak Fleur (kto pamięta Fleur?).
2. „Papież” jest bardzo dobrym aktorem, szkoda, że takie gówna grywa.
3. Kraków powinien zaskarżyć twórców filmu do sądu. Czegoś takiego nigdy się nie zobaczy w krakowie (pomijam kicz na Szerokiej; już lepiej było zamiast tych jidełe jidełe opowiedzieć dziewczynie coś o ruinach sprzed jeszcze paru lat..., a który krakowianin uwierzy, że młodzieniec z dobrej rodziny z Rynku wie coś o Żydach z Szerokiej... Jeśli już coś wie, to tyle, żeby z daleka się trzymać), ta jazda dorożką, nie, no po prostu kicha, ci Cyganie w knajpie, pewnie, że się tańczy na stołach, ale przy trochę innej muzyce. Dzięki ci boże filmowców, że nie pozwoliłeś im pokazać tych fajnych knajp, że nie zgadną, którędy para chodzi, bo przecież przyjezdni by zadeptali.
Dlaczego Kraków powinien pozwać? Bo jak przyjadą, to będą chcieli i jidełe jidełe, i Cyganów, dorożkę. Sami pozwą, bo pogoda na Rynku nie będzie filmowa...
4. Najlepsza scena (jedyna dobra), to jak kwiaciarka z Rynku posyła go za dziewczyną w przeciwnym kierunku i komentuje postać głównego bohatera „obesraniec”.
5. Magda Szejbal (tak się ją pisze? mylę z Władkiem Sheybalem): świetna aktorka, świetna. ona i papież, oooo, tak!

sobota, 6 grudnia 2008

„Rescue Dawn”

Znowu widziałam film z Christianem Bale'em. Znowu mi się bardzo podobał. I Bale, i film.

Film zrobił Werner Herzog i czuję, że choć ambitne kino mnie nudzi, to coś zaczynam dostrzegać w takich filmach. Głupoty piszę: oczywiście, że dostrzegam coś w takich filmach, ale zaczynam (teraz) zauważać, że nie zawsze są one piekielnie nudne.

Wracając do Ch.B. – rola w jego stylu – trzeba się było zmienić fizycznie, schudnąć, zarosnąć szczeciną, wykazać się w ekstremalnych warunkach, trochę ironicznie podchodzić do rzeczywistości i być outsiderem. Wszystko się zgadza, on to lubi, trudno się dziwić, że właśnie jego Herzog wybrał do tej roli. Ch.B. coraz bardziej mi się kojarzy z Robertem de Niro. Jeśli jeszcze zagra w jakimś filmie akcji, to będę bardzo bardzo zadowolona.

Co mi się podobało w filmie? Otóż zatrzymania, takie krótkie wstrzymania pracy kamery, jakby chciał zwrócić uwagę na to, że ujęcie jest wyjątkowo ładne (to w drugiej części filmu, szczególnie po ucieczce, ale i wcześniej), a poza tym cudowny kontrast między słowem a ciszą. tak wiele można powiedzieć, tylko pokazując, bez żadnych dialogów.

Jedno co chwilami się przypomina: takie filmy już widzieliśmy... nawet Ch.B. poniekąd w takim filmie grał (a Imperium słońca, to nie taki?).

Ładny film, aczkolwiek nie porażający. Taki z kolei jest następny film Herzoga i właśnie jestem w połowie jego oglądania. Już zachwyt jest we mnie. Spotkania na końcu świata.