Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kobiety. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kobiety. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 21 września 2023

A gdzie pani mieszka?

 – A gdzie pani mieszka? Może miejsce powoduje chorobę? – pyta lekarka, pogłębiając wywiad. 

– Poza centrum, ale prawie całe życie mieszkałam na Kazimierzu, a wie pani, tam wilgoć, kamienie, ciasne, wybetonowane podwórka, samochody, nie to, co teraz, zieleń wokół, widok na park… 

– Ja to samo – przerywa – wychowałam się na rogu Alei, za dużo samochodów, za mało zieleni. Teraz mam zieleń, ale nie mam sąsiadów, bo trudno o sąsiadów, jak się mieszka na odludziu. Wie pani – śmieje się – tak teraz te mieszkania budują, że wchodzi się z klatki schodowej prosto do kuchni. Kupiliśmy więc dom, jak na Alejach kamienicznik podniósł czynsz. Nie robił remontów do tego, musieliśmy się wyprowadzić.

– Moi rodzice też się wyprowadzili z Kazimierza – komentuje pacjentka ze zrozumieniem w głosie – te same problemy, a przecież moja mama w tym mieszkaniu się urodziła. 

– Moja mama we Lwowie – lekarka dorzuca, kiwając głową. 


Kilkadziesiąt sekund rozmowy, może minuta, a dotknęły nie tylko większości problemów przeszłości polskiej ostatnich ponad stu lat, ale także tych, które gnębią nasze społeczeństwo dzisiaj. 

Na pytanie „Gdzie pani mieszka?” powinno się w naszym kraju odpowiadać „w przeszłości”. 



niedziela, 28 kwietnia 2019

Meine erste Banane

W listopadzie 1989 r. na okładce magazynu młodzieżowego zachodnioniemieckiego „Titanic” znalazła się niejaka Gaby (17), trzymająca w ręce obranego ogórka naśladującego banana. Napis brzmiał „Meine erste Banane”, czyli „Mój pierwszy banan”.

Błyskawicznie po RFN (historia działa się jeszcze przed zjednoczeniem!) rozlały się parodiujące tę okładkę plakaty na ulicach z napisami „Daj Gaby jej pierwszego banana” albo „Banan = szczęście”, „Zbieramy na banany dla Gaby” itd. Nie mogę ich odnaleźć w sieci, ale widziałam kilka takich produkcji pośród prywatnych pamiątek zachodnioniemieckiej młodzieży tamtego czasu.

Co ludzie mają z bananami, że stały się symbolem luksusu, że kojarzą się z... No, z czym ci się kojarzy banan, odpowiedz sobie w myślach?.

Złośliwością wyjaśniam sobie odpowiedź zachodniej młodzieży niemieckiej na wschodnią Gaby i jej pragnienie banana. A może to były obawy przed zalewem zachodnich landów przez wschodnią młodzież, niewiedzącą nawet, co to banan? A może jeszcze coś innego?

Mnie się jeszcze plącze w pamięci przejazd naszego szkolnego chóru z RFN do Polski z przystankiem w Eisenach, w NRD, gdzie urodził się Jan Sebastian Bach, pewnie w 1987, może 1988 roku. W tymże Eisenach guzik mnie Bach interesował. Nasze opiekunki-nauczycielki wypuściły się do sklepu, nas zmuszając do oglądania Domu Bacha z zewnątrz (bo na bilety nikt nie miał ani kasy, ani czasu, bo w sumie po co dzieci ze szkoły muzycznej z Krakowa miałyby zwiedzać Dom Bacha). A my, sprytnie, podążyłyśmy za nimi. Enerdowski sklep okazał się rajem dla wczesnych nastolatków: zeszyty szkolne z białymi (!) kartkami w linie (w PRL kartki w zeszytach były szarawe) i czerwonymi okładkami, kolorowe ołówki, a nade wszystko cytryny... Dojrzałe, piękne, dorodne cytryny. Kupiłyśmy z koleżanką Lawendą kilogram cytryn na spółkę i następnie wgryzałyśmy się w nie bez ani jednego skrzywienia na twarzy.

Po co mi te cytryny. Ano po to, że jakoś pomarańcze czy cytryny, czy nawet grejfruty obecne w sztuce od dawna, symbolizujące obfitość, dojrzałość, a metaforycznie sprowadzające myśli ku kobiecym piersiom, jakoś ani tzw. ministrowi kultury, ani tzw. dyrektorowi muzeum nie przeszkadzają. Jak w stereotypach o samcach: siedzą sobie gdzieś w kąciku i patrząc na te pomarańcze, cytryny czy nawet grejfruty, robią sobie... fuj. Banan, który z kolei kojarzy się z męskością, a u Natalii LL został ujarzmiony (przez kobietę – specjalnie małymi literami, żeby nikt nie dojrzał i na mnie nie doniósł), ma sobie iść precz z muzeum, a o taką „Pomarańczarkę” walczyła cała Polska! Czyż nie można jej w tym kontekście interpretować jako smutek starej kobiety za utraconą młodością, symbolizowaną przez dorodne pomarańcze? No dobrze, żartuję, ale tylko trochę.

Po raz kolejny mamy więc do czynienia z próbą powstrzymania kobiecej siły albo, inaczej, kobiecej władzy nad męskim elementem. Tak samo stało się z Gaby, która w swoim enerdowskim świecie nie mogła epatować luksusowym towarem – bananem – operowała więc przaśnym, swojskim ogórkiem. Dobrzy młodzi zachodni Niemcy zaś chcieli się zrzucić na banana, by jej potrzeby nabrały wymiaru luksusowego, zachodnioniemieckiego.

Wymyślam sobie, ale, zupełnie szczerze, to mi się chce rzygać na myśl o decydentach, którzy wyłącznie za pomocą zakazów chcą bronić swoich pozycji. Zamiast edukować – usuwają to, co im się wydaje, że im bezpośrednio zagraża, posługując się na dodatek niewyedukowaną matką. Zamiast propagować pluralizm myśli, chcą nas wszystkich sprowadzić do jednego formatu, obojętne czy koła, czy kwadratu, bo jak zwał, tak zwał – format ma być jeden. A jak już kiedyś pisałam, ludzie są tak jak frytki – różni.


Tu można przeczytać (po niemiecku) historię Gaby po dwudziestu latach od okładki.


niedziela, 8 marca 2015

Femme de ménage/femme de lettre (8.03)

Odstawiam ostatni talerz na suszarkę, zakręcam wodę, wycieram ręce w ścierkę. Rozglądam się. Czy nie zostało coś jeszcze do umycia. Myślę już o czymś innym. W co ubiorę bohatera następnej sceny i czy jego strój będzie związany z sytuacją. Rozważam, czy bohaterka będzie się awanturowała, czy przyjmie rozwój wydarzeń ze spokojem.

Potem kładę się na łóżku – leżę, wymyślając zakończenia kolejnych wątków – i wiem, że już nigdy z łóżka nie wstanę. Gdy wstaję, wiem, że czas usiąść do pracy, do tabelek. W komórkach wpisuję imiona moich bohaterów, zamiast nazwisk z zestawień. Po tabelkach powieszę pranie, pościelę łóżko, posprzątam cały tydzień. Zapłacę rachunki, w wyobraźni wydając pieniądze odłożone na rozliczenie z elektrownią, na wyjazd nad jezioro. Tak skończy się mój twórczy weekend. Odwrotnie do bohaterki, przyjmę rozwój wydarzeń ze spokojem.

Emily Brontë, Jane Austen, Emily Dickinson, Sylwia Plath, J.K. Rowling, E.L. James i inne! Czy i wy tak miotałyście się między garami a bohaterem?

„Delikatnie”, fot. N. Bryl

Wszystkim kobietom, które godzą pracę zawodową z pracą w domu i z własnymi marzeniami; z podziękowaniem tym kobietom, dzięki którym mogę się miotać, a nie być skazaną na pracę w domu i wewnętrzną emigrację w marzenia. 

czwartek, 10 lipca 2014

Gabinet osobliwości

Jeszcze całkiem niedawno temu powołujący się na klauzulę sumienia umieściliby zarówno dziecko, Jasia, jak i jego matkę w gabinecie osobliwości. Jasia w formalinie*, matkę w klatce, jak kiedyś „hotentocką Wenus”.
Bardzo to ludzkie podejście, bo nieco wcześniej „matka potwora” zostałaby oskarżona o spółkowanie z diabłem. W najlepszym razie groziłaby jej za to próba wody lub stos. Gdyby trafiła na lepszych chrześcijan, to trafiłyby jej się tortury. Ciekawscy praworządni dysponenci czystego sumienia chcieliby bowiem wiedzieć, jak doszło do zapłodnienia przez diabła (ze szczegółami). Oj, gdyby wiedzieli, że diabeł po prostu bawi się probówkami...

* Ostrzegam przed klikaniem, ale rozumiem, że ciekawość trzeba zaspokoić. 

wtorek, 10 czerwca 2014

Troskliwość sąsiedzka

– Wieśka, tego z tej ulicy za rogiem, no wiesz, tej drugiej za trzecim rogiem, znasz?
– Taki łysy Wiesiek, co żonę tłucze, znam, bo co?
– Tłukł ją kiedyś na ulicy, na naszej ulicy, patrzę na nich i mówię:
Człowieku, co ty robisz, na ulicy, opamiętaj się, weźżeż ją do domu, nie na ulicy! 
– I co?
– I nic, wyrwała mu się ta żona jego, pobiegła, do domu, to pewnie skończył, co miał do skończenia.

[sąsiadek rozmowa, podsłuchane]

niedziela, 2 lutego 2014

Kobiety... (po co są?)

Kobiety są po to, by móc kogoś wyprosić z pokoju, gdy przechodzi się do poważnych rozmów. Kobiety są też po to, by ich wysłuchiwać, a potem robić coś zupełnie odwrotnego. Kobiety wreszcie są po to, by mężczyzna mógł w pełni doceniać bycie mężczyzną.

Kobiety nie będą uczestniczyły w kolacyjkach biznesowych, na których dowcip schodzi na jaja. Nie zabawią się na rozbieranym party ze znaną aktorką. Kobiety nie pójdą na wódkę, dzwoniąc do domu, że wrócą później.

Bo kobiety pójdą do domu i wykonają wszystkie domowe czynności oraz pracę przyniesioną z pracy. Bo gdy mężczyźni piją, ktoś musi pracować.

Odpowiedzialność. To się nazywa odpowiedzialność. Właśnie za nią zawsze kobiety dostają po głowie. Biorą na siebie zadania, których nikt od nich nie wymaga, które muszą być wykonane, ale trudno nawet powiedzieć, jakie to zadania. 

piątek, 24 stycznia 2014

Dlaczego? (kobiety malują powieki)

Cienka kreska nad okiem, grubsza pod okiem, ręka drży, choć łokieć oparty na półeczce pod lustrem. Ręka zadrżała zbyt mocno, a może to tramwaj przejechał i trzęsienie powiek spowodował? Cienka kreska nad okiem, grubsza poniżej, raz jeszcze.

Czarne, obie kreski. Rozświetlone białym cieniem przy nosie, gołębim szarym pośrodku oka i ciemniejszym szarym w zewnętrznych kącikach. Tak rano, na wieczór przygotowany fiolet i srebro.

Kobiety malują powieki, by ubarwić świat, który w oku się odbija. Czasem zbyt ciemny – wtedy dodają nieco rozświetlającego pudru. Innego dnia świat po drugiej stronie powieki razi oczy. Rzucają wtedy na świat matowy brąz cienia.

Każdy dzień można zmienić, malując powiekę. Każdy dzień może zarosnąć zielenią rzęs. 

sobota, 18 stycznia 2014

Umrzesz zanim się narodzisz

W Polsce umiera się przed narodzinami. Zdanie nie pochodzi z taniego horroru.
Sprawa jest straszna, ale w popadamy w sprzeczność logiczną. Najpierw trzeba się urodzić, potem można umierać.

Następnym krokiem będzie umieszczanie w dokumentach daty poczęcia, nie daty urodzenia. Przy czym data poczęcia to data ostatniej miesiączki.

Znowu żałuję, że jestem kobietą. 

środa, 15 stycznia 2014

Symptomatyczne (gender miasto)

Znamienne zdaje mi się, że książki pierwszych dam, Danuty Wałęsowej i Małgorzaty Tusk, wydały krakowskie wydawnictwa, odpowiednio Wydawnictwo Literackie i Znak.


Kraków staje się schronieniem kobiet? Królestwem kobiet w przeciwieństwie do Warszawy, miasta mężczyzn. A kobiety, jak to kobiety, rozważają menu niedzielnych obiadów i zakup nowej pralki przez męża. Wiek to XIX czy XXI?

Nie takich kobiecych wzorów poszukiwać nam trzeba. Kraków jak zawsze jest ostoją patriarchalizmu.

czwartek, 25 kwietnia 2013

Męska dominacja

Nie wierzę miejscom, w których są sami mężczyźni – mam na myśli redakcje gazet, portali internetowych, rady nadzorcze, zarządy firm, zespoły deweloperskie itd. Przypominają mi te miejsca jedyne miejsce, w którym faktycznie są sami mężczyźni: męski kibel.

Jedna kobieta potrafi w męskim kiblu dokonać cudu: posprzątać.

sobota, 9 marca 2013

Kobieco


Torebunia i pularusek. Na Dzień Kobiet od Teściowej. 


Czuję się tak, tak, tak kobieco!

piątek, 13 lipca 2012

O wyższości mężczyzny nad kobietą

Ostatecznie, dzięki debacie o in vitro, udało się zakończyć spór o wyższości mężczyzn nad kobietami, taką właśnie konkluzją. W uzasadnieniu sięgnięto do pojęcia „ojcostwa” i „macierzyństwa”. O ile – dowodzono – mężczyzna jest ojcem cały czas, bez przerwy produkuje potomków, ukrytych przez nędznych naukowców pod nazwą „spermy”, o tyle – kontynuowano – kobieta jest matką tylko raz w miesiącu, gdy pojawia się jajeczko. Rodzice pół-ludzi mają więc jedną szansę na miesiąc, by ich dziecko mogło spotkać drugą połówkę. 

wtorek, 10 lipca 2012

Kobiecy punkt widzenia

Rozłażę się
i nie mam jak się w sobie zebrać.
Deprecha
dopada mnie, gdy w lustro zerkam.


By się nie rozpaść całkiem, 
dopijam wina szklankę
i biorę ciasne ciuchy
choć krępują mi ruchy.


Podkoszulek
obcisły wkładam, wąskie spodnie.
Wygodnie
nie będzie, za to modnie.


Kobiecy punkt widzenia
może
rzeczywistość zmieniać.
Kobiece postrzeganie
nigdy
nie będzie wyświechtane.


Rzeczywistość
za bardzo mnie przerasta.
Niewiasta:
but wkładam na obcasach.


Gdy jestem trochę wyższa,
prozak do kosza ciskam,
zmniejszają się kłopoty,
spokojnie zacznę ploty.


Realia,
gdy wyżej trzymam głowę, 
są nowe,
proste, bezproblemowe.


Kobiecy punkt widzenia
może
rzeczywistość zmieniać.
Kobiece postrzeganie
nigdy
nie będzie wyświechtane. 


Lato 2010 roku to było inne życie. Tekst miał być piosenką dla pewnego startującego zespołu; nie wyszło... Obcasy zatem czy tenisówki?

wtorek, 3 lipca 2012

Modelka



Mogłabym być modelką dla Boticellego i innych wielkich... Rozmarzyłam się.

via tu

A The Guardian napisał tak:

Italian artist Anna Utopia Giordano has taken some great (and, to be honest, not so great) paintings of nudes from the past and reimagined what they would look like if their bodies conformed to what the 21st-century thinks of as an ideal of beauty. The resulat are revealing - and quite shocking in what they say about our modern attitudes to women's bodies.