czwartek, 5 maja 2011

Od rana nękają mnie poczęte dzieci...

..., o których mówi ksiądz w Drugim Programie Radia Polskiego. Ksiądz mówi (Roman Bogacz), że to nasza niepodległość, te poczęte, ale niemające szansy się narodzić dzieci. Tak, tak, tak, bardzo duży skrót myślowy wykonałam. Jak jednakże można tak straszyć ludzi o poranku?!

Dręczą mnie, otóż, te dzieci poczęte, a nienarodzone, bo istnieje potencja, że i takie dziecko mam w pobliżu.

Panie Boże, jeśli jesteś, weź sobie to dziecko nienarodzone z powrotem, proszę. Nie wierzę ani w nie, ani w ciebie.

środa, 4 maja 2011

Soczewki i śmierć

Nie wiem, jak długo można używać soczewki miesięczne. Te, które mam teraz, noszę już od Chin. Czyli ponad pół roku. Umrą mi od nich oczy. Umrą, oczu nie będzie.

Umrą oczy i będą wyglądały tak przerażająco jak jedno z nich na zdjęciu. To tylko wizualizacja, a co będzie, gdy to się naprawdę stanie. Co będzie, gdy umrą moje oczy?

Będę niewidoma. Tak, jak teraz jestem niewidząca, jak potrafię nie dostrzegać wielu spraw, tak samo będę nie widzieć ich, gdy umrą moje oczy.

Gimnastyka

Dziś w końcu zrobiłam gimnastykę. Pierwszy raz od czasów niewiarygodnie dawnych. Boli mnie wszystko, czym nie ruszałam przez lata.

Jeszcze kilka miesięcy i przestanę być wielką, grubą krową. Bez urazy dla krów – przecież są wielkie i grube.

Będę zgrabna i wiotka, jak na tych zdjęciach, których wolałabym nie oglądać.

wtorek, 3 maja 2011

Jak zwykle mi się nie udało

Jak zwykle mi się nie udało. A teraz jestem na najlepszej drodze do pogrążenia się zupełnego. Już nie ma nadziei.

środa, 20 kwietnia 2011

Jeżeli?

Jeżeli dotrwam do poniedziałku włącznie, a tak naprawdę do wtorku rano, w zamiarze porannego pisania o tym, co słyszałam i widziałam, to uznam to za pierwszy krok ku zmianie.

Jeśli nie uda mi się, któregoś dnia nie wstanę, nie napiszę, któregoś wieczora nie pójdę posłuchać i pooglądać, to się pogrążę.

Nie wiem, czy cokolwiek będzie mnie w stanie uratować wówczas.

wtorek, 19 kwietnia 2011

Nie wiem i nie rozumiem

Nie wiem i nie rozumiem, dlaczego poddaję się plotkom, komentarzom i domysłom, które ktoś we mnie zasiał. Ktoś myśli o mnie dobrze, ktoś jest życzliwy, ale ktosiowi z kolei inny, nieżyczliwy ktoś przekazał informacje. Dlaczego muszę się tym sugerować?

Nie patrzę, wyzłośliwiam się, nie umiem nabrać dystansu, a przecież i tak będzie to, co ma być. Zawsze jest.

Może udałoby mi się w końcu zaakceptować to, że moje życie nie należy do mnie?